Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Informator miejski Historia miasta Wyłowione z "sieci" Peowiacy

Peowiacy

POW (Polska Organizacja Wojskowa) to tajna organizacja utworzona przez Józefa Piłsudskiego w 1914 roku, której członkowie zajmowali się dywersją i wywiadem oraz szkolili kadry dla Legionów i Wojska Polskiego. W Pabianicach POW powstała w styczniu 1915 roku. Odegrała kluczową rolę w rozbrajaniu Niemców i tworzeniu oddziałów wojskowych. Po zakończeniu pierwszej wojny światowej dla upamiętnienia organizacji jedną z ulic miasta (obecnie 3 Maja) nazwano imieniem POW. W Pabianicach działało również Powiatowe Koło Związku Peowiaków liczące 182 byłych żołnierzy, którzy walczyli na frontach: bolszewickim, ukraińskim i czeskim. 22 maja 1938 roku pabianiczanie ufundowali peowiakom sztandar. Z tej to okazji nakładem Powiatowego Koła Związku Peowiaków ukazała się '”Jednodniówka P.O.W. powiatu łaskiego: szkice historyczne i wspomnienia”.

Publikacja ukazuje dążenia pabianiczan do wolności i niepodległości. Oto jej fragmenty:

P.O.W. w Pabianicach

Wybuch wojny europejskiej w 1914 r. powoduje porozumienie się wszystkich organizacji i utworzenie Komitetu Pogotowia Wojennego.

Idea legionowa natrafiła na przygotowany grunt. Zarzewiacy i młodzi robotnicy przedzierając się z trudem przez kordon, śpieszą do Legionów. Poszło ich z Pabianic około 40 osób, a pozostało na polach walki w latach 1914-20 – 12 osób.

W Pabianicach zatrzymał się oddział legionistów pod dowództwem ś. p. Boernera, gdzie odegrali pierwszy raz hymn narodowy „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Zawiązuje się Liga Kobiet Pogotowia Wojennego w skład której wchodzą: C. Missalówna, ob. zamężna Jankowska, J. Missalówna, ob. zam. kpt. Kalczyńska, Z. Chodkowska, W. Chodkowska, M. Wasilewska, J. Prassówna, ob. zam. Fuksowa, A. Wojsówna, K. Freiselerowa, J. Wiśniewska, ob. zam. Staszewska, ś. p. Gryzelówna i in., których zadaniem było między innymi nieść pomoc legionistom.

Stronnictwa polityczne rozpoczęły energiczną prace nad szerzeniem idei legionowej i uświadomienia obywatelskiego.

W dniu 22 stycznia 1915 r. odbywa się w mieszkaniu K. Freiselerowej pierwsze zebranie niepodległościowców. Zebrała się tu: młodzież szkolna, harcerstwo, robotnicy, inteligencja. Wygłoszono szereg przemówień, deklamacji i odśpiewano pieśń „Z dymem pożarów”.

W końcu stycznia 1915 roku w mieszkaniu Missalów odbywa się pierwsze zebranie P. O. W. Na zebraniu tym byli obecni: W. Missala, B. Hans, K. Freisler, R. Schmidt, T. Wittich, M. Tomczak, J. Koziara, J. Wasilewski i ś. p. S. Klimkiewicz. Potrzebę organizacji P.O.W zreferował M. Pęczkowski (Mieczysław Pęczkowski „Grzymała”, przyszły płk. dypl., oficer 2 Dywizji Piechoty Legionów, redaktor naczelny Przeglądu Piechoty), który zamieszkał u Missalów, a następnie prowadził pracę peowiacką w I obwodzie, IV okręgu przez cały czas. Na tym zebraniu założono pierwszą sekcję na gruncie pabianickim. Ustalono również, aby przeprowadzić wywiady w okolicy, w których miejscowościach można by było założyć organizacje peowiackie.

W sierpniu 1915 r. wyrusza z Pabianic na 2-tygodniowy kurs podoficerski P.O.W. w Aniołowie H. Klimek ps. Promyk.

Ćwiczenia peowiackie odbywały się na posesji Missalów, w sali Domu Ludowego oraz w sali Straży Ogniowej, a ćwiczenia polowe w Lasku Miejskim i na polach pod wsią Karolewem.

W dniu 2 lutego 1916 r. w sali Domu Ludowego odbywa się się wielki wiec chłopski, na który przybywają działacze chłopscy: I. Klimek i Fr. Plocek z Retkini, L. Salski z Wiskitna i Bł. Stolarski ze Sługocic oraz Ostoja Neugebauer. Prócz tych mówców przemawiał również pabianiczanin M. Tomczak. Zebranych uświadamia się o potrzebie organizowanie P. O.W i przygotowania się do walki o Polskę. Prócz wspomnianych działaczy chłopskich na teren powiatu łaskiego przyjeżdżali: J. Mieszek z Woli Biskupiej i J. Makowski z Remiszewic. Z P. O. W. współpracował dr Ostaniewicz.

Uroczyste święto odbyło się w dniu 3 Maja 1916 r. przy czym był olbrzymi pochód, co odbiło się głośnym echem w społeczeństwie.

Pabianicka organizacja P. O. W. bierze udział między innymi w wielkich ćwiczeniach na terenie powiatu łaskiego w dniach 27 i 28 maja 1917 r. w polach wsi Mauryca-Ostrów. Odnośny rozkaz opiewa „Obwód IV zbierze się o godzinie 9.30 dnia 26 maja 1917 r. na placu strażackim w Pabianicach w celu wspólnego wymarszu z Okręgiem IV a i Obwodem II. Ze zbiórki w Pabianicach wyłącza się punkty organizacyjne Chechło i Dobroń, które zbiorą się jako pluton w Dobroniu przy szosie o godz. 11 i pod komendą podoficera Skrzetuskiego, będą one oczekiwały nadejścia kolumny.

W Pabianicach mamy dwa plutony peowiaków: Komendantem I plutonu jest Szlej (Kazimierz Freisler), komendantem II plutonu Olszewski (J. Waligórski), który jest jednocześnie komendantem IV Obwodu w Pabianicach, zaś Freisler komendantem placu.

W dniu 10 czerwca 1917 r. odbyły się ćwiczenia obwodów w Górach Dobrońskich.

Ob. Grzymała w dniu 15 kwietnia 1917 r. w raporcie podaje: „Zostają zmienione godziny dyżurów w Komendzie Placu. Dyżury będą się odbywały od godz. 4-7. Komendantem Placu został wyznaczony podoficer Szlej.

Miejsca meldunkowe są następujące: I Dobroń – Kabza (sklep) ps. Papieros, dom przy szosie. II Karniszewice – J. Grzanka ps. Zerwikaptur, dom własny. III Szynkielew – S. Kolasa ps. Ignac, dom Klimka. IV Chechło – nauczyciel Pluskowski, szkoła. V Bychlew – S. Okrojek, dom NR 58 M. Okrojka.

Pabianicka organizacja P.O.W. Bierze również udział w większych ćwiczeniach I Obwodu jak np. w lasach tuszyńskich. Bierze również udział w manifestacji przeciwko oderwaniu Chełmszczyzny.

Nadchodzi rok 1918, praca peowiacka utrwala się, a w okolicznych wsiach – rozrasta. Komenda Główna P. O. W. w rocznicę aresztowania Józefa Piłsudskiego wydaje poniższy rozkaz, w którym przepowiada rychłe powstanie Państwa Polskiego.

 

 

Miejsce pobytu, dn. 22.VII.1918 r.

 

P.O.W.
Komenda IV OKR>
nr 468

 

ROZKAZ

 

Obywatele, dnia 22 lipca 1917 r. rząd niemiecki w porozumieniu z austriackim aliantem uwięził i uwiózł na obczyznę KOMENDANTA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO i jego szefa sztabu KAZIMIERZA SOSNKOWSKIEGO.

Usunięto Wodza Narodu, nieugiętego Bojownika Polski, jedynego Polaka, który miał odwagę w sposób twórczy, na wielką miarę przeciwstawić się systematycznemu rabunkowi moralnego i materialnego narodowego dobytku, uprawianego pod pozorem planów wyzwoleńczych.

Na wstyd całego Narodu bezkarnie uwięziono największego Jego Obywatela, który przestrzegał, że ręka rzekomo krusząca pęta niewolnicze Polski zakłada na nią nowe równocześnie nie mniej twarde i hańbiące. Wróg nie pozwolił na zrealizowanie całkowitego planu utworzenia z legionów Polskich niezawisłej siły, która by dała głos i możność decydowania o własnym losie w dziejowym momencie likwidowania wielkiej wojny.

Ale, obywatele, wojna jeszcze nie skończona. Nadchodzi jej najważniejszy okres, zbliżają się wielkie dni, co mogą gwałtownie zmienić dzisiejszy wygląd nie tylko POLSKI. Nie wolno nam czekać biernie na przyjście tych dni, musimy wpłynąć swą siłą na bieg wypadków, by one nas wprowadziły do Wolnej, Zjednoczonej Polski.

W naszej mocy jest zadać kłam oczekiwaniom wroga, który sądzi, że uwięziwszy twórcę wielkiej idei, zbrojnej walki o wolność, zniszczył także i samą ideę.

Niechaj Rocznica uwięzienia KOMENDANTA przypomni nam o obowiązku wytrwania na wskazanym przezeń posterunku do ostatniego tchu, a gdy nadejdzie wielki dzień triumfu będzie on równocześnie dniem zemsty.

 

KOMENDANT GŁÓWNY

 

Odczytać na zbiorkach wszystkich sekcji organizacji.

Za zgodność z oryginałem

KOMENDANT II OBW.

(-) WYSOCKI

 

 

 

 

 

 

 

Zbliża się listopad 1918 r., praca peowiacka pogłębia się i ściśle konspiruje, gdyż czujne oko żandarmerii i oddziałów niemieckich pilnie uważa na wszelkie przejawy pracy społecznej.

W dniu 1 listopada 1918 r. M. Tomczak przemawia na cmentarzu katolickim, nawołując ludność do czuwania i przygotowywania się do dziejowego momentu – powstania Państwa Polskiego. Tego samego dnia Tomczak musiał się oddalić i ukrywać się, gdyż Niemcy wszczęli poszukiwania za nim.

W niedzielę, dn. 10.11.1918 r. wieczorem około godziny 11 przed wojskowymi koszarami w domach familijnych Krusche i Ender żołnierze niemieccy gwałtownie pakowali swoje rzeczy na wozy. Obok stał tłum ludzi, wśród których byli peowiacy, harcerze, uczniowie wyższych klas, sokoli oraz robotnicy P.P.S . i N.Z.R. Przebywający czasowo w Pabianicach u ś.p. K. Skowrońskiego Dowborczyk – Feliks Rutkowski wysuwa się s tłumu, ściąga żołnierzowi niemieckiemu karabin i na czele z zgromadzonymi ze wspomnianych organizacji ludźmi wpada do koszar, rozbraja cały oddział niemiecki. Zostają wystawione polskie posterunki, a wszyscy biorący udział w rozbrojeniu zdążają do zabudowań fabrycznych „papierni”, gdzie mieściła się żandarmeria niemiecka. Żandarmi zostają rozbrojeni i wystawione zostają posterunki z bronią. Peowiacy, harcerze, sokoli, robotnicy ze związków P. P. S i N. Z.R. Wspólnie i solidarnie rozbrajają luźne oddziały żołnierzy, śpieszące od strony Łodzi w stronę Kalisza. Rozbrajają również załogę w Kasynie wojskowym, zaś Rutkowski i ś.p. K. Skowroński i inni zajmują Kasę powiatową oraz Pocztę.

Wszędzie wystawiane są posterunki, a w lokalu Szkoły Handlowej ustalono tymczasowy punkt komendy i koszary. Uczennice .starszych klas gotują ciepłą strawę dla pełniących służbę wartowników.

Dworzec kolejowy zajmują peowiacy, harcerze, sokoli i robotnicy pod komendą J. Waligórskiego.

W nocy, w czasie rozbrajania przybywa na pomoc oddział peowiaków w sile około 80 ludzi z okolic Dobronia i drugi oddział peowiaków w sile około 80 ludzi z Jutrzkowic, Bychlewa, Rydzyn i Gminy Dłutów, przyłączają się oni do miejscowych organizacji, zaprowadzając w całym mieście ład i porządek.

Harcerze biorący udział w rozbrojeniu byli w Harcerskim Pogotowiu Wojennym, w liczbie 40 osób. Nim przystąpili do rozbrajania, zgromadzili się w gmachu Progimnazjum przy ulicy Kościelnej, w siedzibie drużyny im. J. Kilińskiego, gdzie odbył się przegląd oddziału i wspólna modlitwa, a następnie rozpoczynali pracę rozbrojeniową.

W poniedziałek odbył się olbrzymi pochód przez miasto, na czele szła kompania peowiaków w sile około 250 ludzi, uzbrojona w karabiny, ubrana po cywilnemu lecz w maciejówkach z opaskami biało-czerwonymi na rękach, za nimi szli harcerze, sokoli, robotnicy ze związku N.Z.R., również z biało-czerwonymi opaskami na rekach, wreszcie robotnicy z P.P.S. Z czerwonymi opaskami i olbrzymie tłumy publiczności. Do licznie zgromadzonych przed Magistratem przemawiał A. Szczerkowski, wskazując na moment dziejowy - odzyskania Niepodległości Państwa Polskiego.

Peowiacy zostali skoszarowani, wydano im płaszcze, a komendę obejmuje ś. p. A. Jankowski, porucznik z armii Dowbora, który zostaje mianowany Komendantem Garnizonu Pabianice. Odbiera on przysięgę od peowiaków i zgłaszających się ochotników.

Odebrano od Niemców dużą ilość ubrań, płaszczy, broni, a na dworcu amunicji. Praca peowiacka, harcerzy, uczniów oraz robotników zorganizowanych w N.Z.R i P.P.S. w mieście oraz peowiaków i P.S.L. na wsi była prowadzona bardzo sumiennie i dobrze, gdyż natychmiast z Pabianic i okolicy zgłosiło się do wojska polskiego w garnizonie Pabianice trzy pełne kompanie ludzi, z których dwie kompanie, w tym jedna peowiacka zostaje zaraz wcielona do 28 p. S. K. (Strzelcy Kaniowscy) w Łodzi i wysłane na front, natomiast trzecia później pod dowództwem Jankowskiego wyrusza na front ukraiński. W dniu 19 czerwca 1919 r. porucznik A. Jankowski poległ na polu chwały pod Potutorami.

Jak zaznaczyliśmy szkolenie żołnierza polskiego przez P.O.W. na terenie Pabianic i okolic było bardzo dobre, gdyż żołnierze pośpieszyli gremialnie ochotniczo w szeregi, by z bronią w ręku ustalać i utrwalać granice i zręby odrodzonej Ojczyzny. W zbiorowym wysiłku wykazali wielką ofiarność. Z broszury „Pabianiczanie, którzy oddali życie za Ojczyznę 1914-1920” wynika, iż poległo na polu bitew 48 osób, zmarło z ran 9 i zginęło bez wieści 8. poległych było o wiele więcej, których nazwiska nie można było ustalić, lecz jeszcze do tych, których wskazano, należy zaliczyć poległych w 1920 r. Pabianiczan: ppor. J. Kołaczkowskiego, K. L. Kitzmana, Wł. Fronczaka, Ign. Klimka (30 p.p.) oraz zmarłych z powodu odniesionych ran: Zdz. D'Amana i A. Grzegorzewskiego.

Pabianice starożytny gród Piastów swój obowiązek w stosunku do Ojczyzny spełniły.

 

Szkoła Handlowa w Pabianicach jako jedno z ognisk ruchu wolnościowego miejscowej młodzieży

W dniu poświęcenia sztandaru miejscowego Koła Polskiej Organizacji Wojskowej Państwowe Gimnazjum im. J. Śniadeckiego łączy się z całym miejscowym społeczeństwem w uznaniu zasług bojowych tej organizacji. Państwowe Gimnazjum im. J. Śniadeckiego jako spadkobiercę dawnej Szkoły Handlowej, łączą z P.O.W. serdeczne więzy, ponieważ dużo uczniów tej uczelni było członkami P.O.W. w pierwszych latach istnienia, a niektórzy z nich zajmowali nawet kierownicze stanowiska.

Liczny udział młodzieży szkolnej w szeregach P.O.W. To rezultat i zarazem dalszy ciąg pracy niepodległościowej w murach szkolnych. P.O.W. była realizacją najśmielszych marzeń Kółek Samokształceniowych, „Bratniej Pomocy”, „Zarzewia” założonego w szkole w r. 1913, Skautingu, aby z bronią w ręku walczyć o niepodległość Ojczyzny. Uczniowie tylko czekali sposobności czynnego wystąpienia w walkach o wolność.

Młodzież szkolna dobrze zrozumiała swoją rolę dziejową. I choć uczniowie się zmieniali, jedni występowali ze szkoły, inni wstępowali, to „Bratniak” i Kółka Samokształceniowe trwały bez przerwy przekazując swą tradycję od jednych roczników do drugich. Opowiadano sobie o strajku szkolnym 1905 r., który zorganizowali ś. p. Bronisław Płoszyński, ucz. kl. VII oraz Jan Majewski i Aleksander Laczysław, o demonstracjach ulicznych, o tych starych kolegach – bohaterach, którzy walczyli z caratem w szeregach organizacji bojowej P.P.S.

Ile zapału i entuzjazmu musiał dodać uczniom – niepodległościowcom powrót z Krakowa wiosną 1914 r. z kursu przeszkoleniowego ich kolegów Skubiszewskiego Jana, Krakowskiego Antoniego, Wróbla Zygmunta, i opowiadania o drużynach strzeleckich i komendancie J. Piłsudskim?

W takiej to atmosferze wyrastała młodzież szkolna na przyszłych żołnierzy polskich.

Jak pełną zapału była jej praca przygotowawcza, tak pięknym okazał się czyn żołnierza polskiego w latach 1914-1920.

Młodzież Szkoły Handlowej w Pabianicach nigdy nie była osamotniona w pracy nad wyrobieniem i pogłębieniem ideologii niepodległościowej. W ciągu 20 lat istnienia szkoły do czasu odzyskania niepodległości pracowali w niej nauczyciele, którzy za swój obowiązek uważali nie tylko przekazywanie wiedzy młodzieży, lecz przez ciągłe obcowanie i zżycie się z nią kierowali jej pracą samokształceniową i wpływali na wyrobienie światopoglądu. Ci nauczyciele, których nazwiska z czcią i wdzięcznością są wspominane przez byłych wychowanków Szkoły Handlowej, przyczynili się w znacznym stopniu do wytworzenia atmosfery niepodległościowej wśród młodzieży. Byli to z czasów szkoły rosyjskiej: Władysław Michalski i Edward Minkiewicz, a z okresu szkoły polskiej: ks. prefekt Teodor Zaleski i Zofia Sawicka. Teraz z perspektywy czasu ich postaci wyrastają ponad grono kolegów i widocznym jest jak wielkie znaczenie dla przyszłości miała ich działalność pozaszkolna wśród młodzieży.

Państwowe Gimnazjum im. J. Śniadeckiego przejęło gmach i młodzież po Szkole Handlowej, przejęło również jej tradycję. W roku 1920 młodzież klas starszych licząca ponad 17 lat na zew Naczelnego Wodza wstąpiła do wojska polskiego, by bronić zagrożonych granic państwa.

Oto czcigodny poczet uczniów gimnazjum, którzy zginęli w obronie Ojczyzny: Adam Przybylski, zginął w r. 1915, Feliks Pachniewicz – w r. 1916, Zygmunt Wróbel – w r. 1917, Zdzisław D'Aman – 26.7.1918, Stanisław Krajewski – w r. 1919, Karol Leon Kitzman – w r. 1920, Leon Rąbalski – 7.8.1920 r., Władysław Fronczak – w r. 1920, Adam Grzegorzewski – zmarł z trudów wojennych w r. 1921, Bolesław Jankowski – w r. 1921.

Dzisiejsza młodzież Państwowego Gimnazjum im. J. Śniadeckiego podobnie jak dawniej młodzież Szkoły Handlowej przygotowuje się do przyszłej pracy dla dobra Państwa i gotowa jest w każdej chwili bronić czynnie interesów naszej Ojczyzny. Dowodem tego nastawienia jest dzisiejsza uroczystość, podczas której młodzież gimnazjalna przekazuje wojsku ufundowany z jej składek karabin maszynowy.

Pabianiczanie – peowiacy mogą stwierdzić, że ich dzieci idą śladami ojców, a to przeświadczenie będzie dla nich na pewno o wiele cenniejsze niż najpiękniej wypowiedziane życzenia. Dawna tradycja Szkoły Handlowej trwa.

 

Akcja dywersyjna

Już od 1917 r. w pracy P.O.W. przewijała się idea dywersji i przygotowania się do niej. Każde przygotowanie wymaga znajomości obiektów, a to może być z kolei ustalone ścisłym wywiadem. Wywiad odnośnie niszczenia obiektów mających dla okupantów istotne znaczenie został w IV Okręgu ściśle przeprowadzony. Komenda Naczelna Nr 1 rozkazem z dnia 16 października 1917 r. zgodziła się na przeprowadzenie akcji dywersyjnej w IV Okręgu. Obiektami mającymi ulec zniszczeniu miały być urządzenia kolejowe i sieć telefoniczna. Niszczenie urządzeń kolejowych polegało na tym, ze peowiacy mieli rozkręcić szyny kolejowe, zniszczyć progi i usunąć szyny kolejowe oraz przecinać druty, idące wzdłuż torów kolejowych. Miało być również zniszczone urządzenie telefoniczne, biegnące wzdłuż dróg bitych, a to przez ścięcie słupów i zerwanie drutów. W Okręgu IV rozkaz ten był wykonany w sposób następujący: odcinki kolejowe Płyćwa-Rogów, Rogów-Koluszki miał zniszczyć III Obwód, którego komendantem był Nitrowicz (ś.p. Józef Turczyński), wykonał zaś rozkaz Marian Kozielski. Odcinek Łódź-Chojny miał być zniszczony przez komendanta Org. Lok. III, t.j. Słowika. Organizacji III nie udało się uszkodzić samego toru, gdyż był pilnie strzeżony, bowiem dotykają do niego różne magazyny wojskowe, natomiast organizacja ta poprzecinała w kilku miejscach druty telefoniczne na tym odcinku oraz na odcinku kolejowym Łódź-Pabianice. Odcinek kolejowy Łask- Pabianice został powierzony II Obw. W Łasku, Zgrzytowi (Stefanowi Kiełczewskiemu). Rozkaz ten przez obwód został wykonany sumiennie i solidnie, zwłaszcza w pobliżu Łasku. Zniszczenie toru było tak wielkie, że 2 kompanie saperów naprawiały zniszczenie przez 2 dni, a Niemcy nałożyli na gminę Łask kontrybucję w wysokości 2000 marek, którą Łask musiał zapłacić.

Niemcy prowadzili rabunkową gospodarkę w lasach państwowych. Masowo wycinali drzewa, które wywozili do Niemiec względnie sprzedawali na miejscu, tak było i na terenie powiatu łaskiego. Okręg IV P.O.W. postanowił w tym momencie, kiedy będzie gotówka w kasie zarządu leśnego, zrobić zbrojne najście i pieniądze zabrać na cele P.O.W. W tym celu Kiełczewski przeprowadził dokładny i ścisły wywiad, lecz na dokonanie takiej akcji trzeba było mieć zezwolenie Komendy naczelnej Nr 1, które jednak nie nadeszło i zamierzonej pracy nie wykonano.

 

Z peowiackich wspomnień ( o niebezpieczeństwach rozklejania plakatów)

Czy mam pisać o Pabianicach, porosłych historią wieków? O Łasku, prastarym gnieździe, otulonym wspominkami świetności biskupich czasów? O Sędziejowicach, szkarłatniejących od krwi powstańców i żołnierzy moskiewskiej przemocy? O Widawach, Zelowach, Dobroniach, Karniszewicach, Mogilnach i tylu innych wioskach, ośrodkach pracy peowiackiej? O Grzymałach – Pęczkowskich, Waligórskich, Krakowskich, Kabzach, Łubiszach i tylu innych, którzy miasta i wsie ziemi łaskiej ze snu zbudzili i jakby skamieniała nawierzchnię serc kruszyli i siali wiarę w Niepodległość Polski i Zwycięstwo?...

Czy mam wspomnienie rzucić o ks. S. Wróblewskim z Dobronia, który peowiakom był całą duszą oddany? Czy o infułacie Ks. Augustyniku, który „Orłami Białymi cały kościół w Łasku jak gwiazdami obsiał”? (jak mówili rusofile, czekający powrotu „taty”<cara>); czy o tym pisarzu gminnym, co to był z lekka rusofilem – nie z miłości do Moskali, ale z nienawiści do Niemców – i po swojemu peowiaków sercem darzył? Czy o tym posiadaczu kawała szlacheckiej ziemi dobrońskiej, zakochanym w peowiackiej rycerskości, chociaż był związany z innymi kategoriami narodowymi niż peowiacy? Czy o tej śpiewaczce chechłowskiej, cichej gospodyni, która z dłutowskich gniazd przyniosła gorące marzenie o wolnej Ojczyźnie i na pierwszym sztandarze narodowym (1915 r.) w parafii i gminie misternie i artystycznie Orła Białego „wyrzeźbiła”; a ten Znak wiecznie żywej Polski w tysiącach egzemplarzy słała do chałup chłopskich, do ludu rolnego? Czy o wójcie W. Kabzie, krzewicielu pieśni i muzyki ludowej w dobrońskich i okolicznych gminach, który w sercu i duszy razem z pieśnią nosił fanatyczną miłość dla Józefa Piłsudskiego, P.O.W. i Niepodległości?... Czy....?

Nie będę snuł tych wspomnień bez końca, lecz rzucę tu jeden fragment, jeden strzęp z dziejów peowiackiej walki. Było to dawno i tak przecież niedawno, że zdaje mi się, że te czasy minione dziś na strunach duszy grają melodie ongiś zakazane, a peowiackim sercom tak miłe.

Dobroń – Chechło - Pabianice. Sąsiedzkie osiedla ludzkie, peowiackie drogi, ogniwa niewielkiej spójni niepodległościowej … byłem komendantem P.O.W. w Chechle. Po pierwsze dlatego, ze tworzyłem tam P.O.W.; po drugie, ze byłem tam nauczycielem; po trzecie, że tak rozkazał mój bezpośredni komendant Obwodu ob. Józef Waligórski; po czwarte, że mnie tu lubiano, a z chłopami – tak samo jak z młodymi – szybkośmy się dogadali na tle mej nauki i przekonań (…)

Pewnego późnego wieczoru przyniósł do mego mieszkania wioskowego człowiek dużą paczkę, którą oddał mi po uprzednim sprawdzeniu, że nie omylił się w adresie. O pokwitowanie się nie upominał, powiedział, że jest z Piotrkowa, z terenu okupacji austriackiej. Były w tej paczce plakaty z odezwą biskupa Bandurskiego ozdobione obrazkiem matki Boskiej Częstochowskiej i inne z dużą podobizna Strzelca oraz napisem „Hej, kto Polak, na bagnety”. Wiele plakatów, odezw i broszur miałem później, ale te wydaja mi się najpiękniejsze memu sercu. Drogo też zapłacił za nie B. Brzoza-Konicki.

Kim był Brzoza? Szewcem wioskowym był ten inteligentny i o złotym, patriotycznym sercu chłopak; był on też duszą wiejskiej gromady peowiackiej i nieodłącznym towarzyszem mej roboty niepodległościowej.

Jeszcze na ziemiach naszych nie uciszyły się westchnienia rusofilskie za „tatą” (carem), a już kładli swą twardą łapę Niemcy na wszystkich przejawach życia społecznego i umysłowego. Przewąchał i tez oni, ze – obok nienawiści do moskiewszczyzny – robota peowiacka ma wstręt do germanofilów. Poznaliśmy, że Niemcy, to przyjaciele w słowach i deklaracjach, a nieprzyjaciele w życiu, gdy o wolność chodziło. Sprawdziło się to z nami, o czym dalej.

Wezwałem więc Brzozę i pokazałem mu plakaty. Poczciwy, serdeczny uśmiech rozjaśnił jego oblicze na widok tych cudowności wymarzonych.

- Wspaniałe! Cudowne! Miłe! Kochane! Obywatelu Komendancie, trzeba to rozlepić, trzeba wywiesić, żeby wszyscy czytali! Bo to i Matka Boska Częstochowska i słowa biskupa, i Strzelec wspaniały, i słowa za serce chwytające! Wywiesić! Choćby dziś!

- Rozlepić .musimy, ale jak? - mówię do Brzozy. Trzeba się spieszyć, aby zdążyć na niedzielę, więc całą noc chyba na tym nam zejdzie. A tu przy tej robocie możemy oberwać od Niemców albo i od swoich. A jak zrobić to dobrze, ażeby ani Niemcy ani rusofile nieprędko się z nimi uporali. Wywieszenie tych plakatów to nasz obowiązek!

- Więc jak? Przecież plakaty te musimy rozlepić, a do tego jest potrzebny klej, ja w sobotę przygotuję szewski, pożyczę pędzel i jazda do roboty. Ale może wziąć więcej ludzi do pomocy?

Na to się nie zgodziłem, bo niewiele pomogą, a zwrócimy na siebie większą uwagę. Zrobimy to we dwu w tajemnicy. No i złożyliśmy przysięgę na krzyż.

Rozlepialiśmy po Chechłach, Dobroniach, Mogilnach; na organistówce, na zajazdach, chałupach przydrożnych, nawet na tablicach z niemieckimi napisami.. Wracaliśmy spracowani, ale radośni z dokonanej pracy, gwarząc szeptem. Brzoza uparł się, że odprowadzi mnie do domu. Przemierzaliśmy już szosę. Właśnie na tym odcinku szosy stała stara wierzba, nieduża, zmurszała, pochylona, jak stara spracowana kobieta z rozwianymi włosami, prosząca przechodniów o kawałek chleba. Ujrzał ją Brzoza. A mieliśmy jeszcze kilka plakatów. „Nalepimy na tej wierzbie jeden” - nalegał. Odradzałem mu ale ostatecznie uległem. Trudno było umieścić ten plakat na starej, popękanej korze, ale jakoś udało się przylepić. Nam też nalepili, owszem mocno nalepili … Nie mogę powiedzieć, bym je czuł jeszcze, ale pamiętam doskonale.

Właśnie, gdy uszliśmy kilka kroków, usłyszeliśmy głośne „Halt!”. „Halt” to „halt” - wiadomo Niemcy, patrol nie ma co gadać. Dobrze nas przyłapali, na gorącym uczynku. Ucieczka mogłaby się smutnie skończyć, a my ani na chwilę nie przypuszczaliśmy, takiego zakończenia, jakie miało miejsce. (Przecież Niemcy uchodzili za przyjaciół naszych wolnościowych pragnień! Plakaty były właściwie tej treści). Czekamy więc. Patrol oświecił nas najpierw latarką, a po tyn indagacja: kto ja, kto Brzoza, co tu robimy w godzinach zakazanych, dlaczego nie stosujemy się do przepisów, dla „ordnugu” pójdziemy na Haupwache. Ale w międzyczasie drugi żołnierz niemiecki znalazł plakat na starej wierzbie, od razu też zrozumieli, co znaczą wiadro i pędzel u Brzozy. Myślałem, że zdołam landwerzystów przekonać o niewinnej propagandzie wolności polskiej, myślałem, że mój autorytet nauczyciela wzbudzi w nich wiarę w moje słowa. Na nic się to zdało, a może przyśpieszyło reakcję patrolu, bo rozpoczęła się kotłowanina, w której otrzymaliśmy sporo uderzeń kolbą; w ogóle solidnie po niemiecku nam „wlepili”. Brzoza za wiadro i pędzel więcej ode mnie otrzymał, moja obrona nie pomogła jemu, owszem przyczyniła się do udzielenia mi mocnych argumentów pięścią.

Na „Hauptwache” nas dostarczyli z „dokumentami” i „dokumentnie” obitych. Tam przecież sprawę wyjaśniłem. Przeprosili nas za omyłkę. Ale pouczeń moc; nie wolno chodzić w godzinach zakazanych, plakatów bez zezwolenia „Kreisamt'u” nalepiać nie wolno, kary nam nie będą wymierzane za przekroczenie, bo – wobec mojej skargi na obicie -uważają sprawę za zlikwidowaną. A po tym jeszcze słowa, słowa, których – niestety – nie zdążyłem zrozumieć

Wróciliśmy. Pokwękaliśmy trochę. Brzoza nawet dłużej, a kto wie, czy właśnie nie to było przyczyną jego choroby, z której się nie wyleczył i zmarł w kilka lat później, już w Niepodległej Polsce, pochowany na cmentarzu katolickim w Pabianicach. Śpiewa mu tam wiatr pieśni te same, które wtedy śpiewał w peowiackich szeregach; poważne i frywolne, jednako owiane sentymentem życia legionowo-peowackiego, które szło ku Wielkiemu Jutru (…) Józef Pluskowski

Warto przybliżyć biogramy niektórych uczestników wydarzeń roku 1918 w Pabianicach.

Antoni Jankowski – komendant garnizonu Pabianice, urodził się w Pabianicach 11 maja 1893 roku. Był synem Stanisława Jankowskiego i Leokadii z Wlazłowiczów. Maturę uzyskał w Piotrkowie Trybunalskim. W Moskwie studiował prawo. Ukończył tam także szkołę oficerską. Podczas organizowania oddziałów polskich w Rosji został adiutantem w drugim pułku piechoty w korpusie generała Józefa Dowbora- Muśnickiego. W październiki 1918 r. przyjechał do Pabianic. Zorganizował trzy kompanie wojska (około 400 żołnierzy). Zginął pod Patutorami na froncie ukraińskim 19 czerwca 1919 r., dowodząc kompanią pabianiczan, która weszła w skład 28. Pułku Piechoty Strzelców Kaniowskich. Kapitan Jankowski spoczywa na pabianickim cmentarzu.

Według ustaleń Romana Peski, „Nasze Orlęta”, Pabianice 2000 : Kompania porucznika A. Jankowskiego rozlokowała się w pobliżu wsi Potatury i została ostrzelana nieprzyjacielskim ogniem artyleryjskim. Nieokopany żołnierz znalazł się w trudnej sytuacji. Celne strzały znacznie osłabiły siłę kompanii. Otoczona ze wszystkich stron przez wroga, znalazła się w potrzasku. Jedynym miejscem, przez które można było wyrwać się z kotła była rzeka płynąca w dole. W tej sytuacji por. Jankowski zdecydował zaatakować i przedrzeć się. W momencie gdy podrywał się z okrzykiem „Do ataku!” na czele swych żołnierzy, trafiony został wrażą kulą w okolice serca. Ciężko ranny, uniesiony przez żołnierzy znalazł się w strefie wolnej od ostrzału. Niestety każda pomoc była już spóźnioną. Strzał był śmiertelny. Zmarł w stanie pełnej świadomości. Zgromadzeni wokół niego żołnierze, uklękli i modlili się razem z umierającym dowódcą. Zwłoki poniesiono do pobliskiej wsi i tu żołnierze wykonali drewnianą trumną, a właściwie skrzynię. Razem ze zwłokami włożono do niej rzeczy, które zgodnie z jego wola miały być przekazane zonie. Niełatwe zadanie dostarczenia zwłok do Pabianic, wykonał starszy szeregowy Stanisław Jankowski z trzema innymi żołnierzami. .

Pogrzeb odbył się w dniu 23 czerwca 1919 roku. Wzięły w nim udział liczne rzesze mieszkańców, prawie całe duchowieństwo, władze miejskie, młodzież gimnazjalna i harcerska oraz kompania honorowa Wojska Polskiego. Mogiłę bohatera pokrył stos kwiatów i wieńców. Każdy chciał położyć swój kwiatek. Miejsce wiecznego spoczynku komendanta miasta i twórcy pabianickiego wojska, otoczone było czcią, opieka i pamięcią. Tu z okazji różnych świąt patriotycznych składano kwiaty, a w dziesiątą rocznicę śmierci, odbyła się na cmentarzu podniosła uroczystość złożenia hołdu, wdzięczności i pamięci wszystkim żołnierzom Ziemi Pabianickiej poległym w obronie Ojczyzny.

Józef Waligórski „Olszewski” - komendant IV Obwodu POW oraz od stycznia 1918 do 12 listopada 1918 r. komendant Pabianic, urodził się 2 lutego 1894 r. Od czerwca 1919 do marca 1920 był słuchaczem Wielkopolskiej Szkoły Oficerskiej w Poznaniu. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej na froncie ukraińskim i wołyńskim. Pełnił obowiązki adiutanta dowódcy II batalionu 101. pułku piechoty. W latach 1921-1932 pełnił funkcje sztabowe w DOK IX Brześć, 84. pułku piechoty i w Korpusie Ochrony Pogranicza. W 1932 r. został referentem w Biurze Personalnym Ministerstwa Spraw Wojskowych. Otrzymał stopień kapitana. Rozpoczął służbę w II Oddziale Sztabu Generalnego. W 1939 przedostał się do Rumunii. Z armią gen Andersa przeszedł cały szlak bojowy. . Zmarł w Londynie w październiku 1947 r. Majora upamiętnia symboliczna tablica umieszczona na grobie rodzinnym w Pabianicach.

W dniu 21 stycznia 1919 roku Antoni Jankowski raportował dowódcy VIII Okręgu Wojskowego w Łodzi, słowa, które wypowiedział Waligórski na spotkaniu w magistracie:

Jestem komendantem P.O.W. na obwód Pabianice, a że jako organizacja wojskowa powinna podlegać wojsku, więc poddaję się z całym oddziałem pod pańskie rozkazy bez żadnych zastrzeżeń o władzę.

W następnym raporcie do dowództwa VIII OW w Łodzi porucznik Jankowski podaje informacje dotyczące dotychczasowej służby podchorążego Waligórskiego, z prośbą o zatwierdzenie kwalifikacji wojskowych: W styczniu 1915 r. wstępuje do P.O.W. i po skończeniu kursu wyższego żołnierskiego został mianowany komendantem plutonu w Pabianicach. W lipcu 1915 roku komendant kompanii – 80 ludzi – do kwietnia 1917 roku. W czerwcu 1916 roku kończy wyższy kurs podoficerski. W kwietniu m1917 roku komendant IV Obwodu – cześć powiatu Łask i Łódź oraz Pabianice, Rzgów, Jutrzkowice, Bychlew, Huta Dlutowska, Karniszewice, Szynkielew, Chechło, Dobroń i Wiskitno. Wykładowca szkół żołnierskich jak i podoficerskich w Obwodzie. Na początku 1918 roku został komendantem Pabianic i okolicznych organizacji lokalnych az do rozbrojenia Niemców.

Antoni Szczerkowski stanął na czele wielotysięcznej manifestacji niepodległościowej 11 listopada przed dworem kapituły krakowskiej w Pabianicach. Urodził się 16 maja 1881 we wsi Sonewo. Od piętnastego roku życia terminował u tkacza w Pabianicach. Wyzwolony na czeladnika rozpoczął pracę w fabryce Barucha w Pabianicach. Od 1904 r. należał do Narodowego Związku Robotniczego. Następnie wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej -Lewicy. Był jednym z organizatorów Związku Zawodowego Robotników Przemysłu Włóknistego w Pabianicach.. W 1912 aresztowany (łącznie sześciokrotnie). Dążył do pojednania PPS i PPS-Lewicy, co doprowadziło w czerwcu 1918 r. do powstania grupy niepodległościowej PPS-Lewicy, wydającej Informator opozycji robotniczej PPS-Lewicy. W latach 1916-1939 przewodniczył Związkowi Zawodowemu Robotników i Robotnic Przemysły Włókienniczego . Był także wiceprzewodniczącym Komisji Centralnej Związków Zawodowych i członkiem Rady Generalnej Międzynarodówki Włókienniczej. W 1926 r. został przewodniczącym Rady Miejskiej w Pabianicach. W okresie 1919-1935 był posłem na Sejm RP i członkiem Rady Naczelnej, i Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS. Po wojnie działał w PZPR. Zmarł 18 października 1960 roku w Pabianicach.

Mieczysław Tomczak w dniu 1 listopada 1918 r. miał nielegalne wystąpienie na cmentarzu pabianickim, przygotowujące mieszkańców do nadchodzących zmian politycznych. Urodził się 2 października 1886 r. w Łagiewnikach, powiat kolski. Od 1905 r. działacz Narodowego Związku Robotniczego. W 1907 r. zastępca naczelnika Organizacji Bojowej NZR Od 1907 r. współpracował z PPS- Frakcja Rewolucyjna. W latach 1915-1918 członek Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). W 1919 r. został posłem na Sejm Ustawodawczy z listy NZR.W latach 1925-1929 prezes Związku Strzeleckiego w Pabianicach. Od 1928 do 1933 wiceprezydent Pabianic. Działacz Narodowego Stronnictwa Pracy. Po 1946 r. członek Rady Naczelnej Stronnictwa Pracy. Zmarł w 1949 roku w Łodzi.

autor: Sławomir Saładaj 2013-10-04 13:48
opublikował: Dariusz Szymański
ostatnio zmodyfikowane 2013-10-04 13:48